Coma : Pierwsze Wyjście Z Mroku

Rock / Poland
(2004 - BMG Records / Zic Zac)
Learn more

Lyrics


1. LESZEK ŻUKOWSKI

Czasami wolę być zupełnie sam
Niezdarnie tańczyć na granicy zła
I nawet stoczyć się na samo dno
Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk
Posiadam wiarę w niemożliwą moc
Potrafię jeśli chcę rozświetlić mrok
Mogę poruszyć was na kilka chwil
Tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być

Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
Że oto mija twój najlepszy czas
Bezradność zniosła cię na drugi plan
Czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
Słowa zlewają się w fałszywy ton
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd
Okłamali mnie z nadzieją że
Uwierzyłem i przestanę chcieć
Muszę leczyć się na ból i strach
Gdzie jest człowiek który z siebie sam pokaże mi jak
Kto pokaże mi jak?

Czasami wolę być zupełnie sam
Niezdarnie tańczyć na granicy zła
I nawet stoczyć się na samo dno
Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk
Posiadam wiarę w niemożliwą moc
Potrafię jeśli chcę rozświetlić mrok
Mogę poruszyć was na kilka chwil
Tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być
Znowu z sobą być...

Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
Że oto mija twój najlepszy czas
Bezradność zniosła cię na drugi plan
Czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
Słowa zlewają się w fałszywy ton
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet
W jedną stronę stąd

Niczego nie będzie żal...

Okłamali mnie z nadzieją że
Uwierzyłem i przestanę chcieć
Muszę leczyć się na ból i strach
Gdzie jest człowiek który...

...niczego nie będzie żal


2. SIERPIEŃ

Lato wybuchło z całych sił
W knajpach dziewczęta piją sok
Chłopcom nie było nigdy wstyd
Poprzez dym chwytać ich młody wzrok

Droga wymyka się spod stóp
Miasto przechyla się przez mrok
Meteoryty suną w dół
Rozmyła się w kolejną noc granica snu

W niedorzeczności naszych ciał
W zaprzepaszczonej ciszy serc
Doczekaliśmy wrzasku dnia
Taki wstyd zdarza się tylko raz

Za kryształową ścianą słów
Za nieprzebytym lasem kłamstw
Chowa się ze mną dobry duch
Pod niebem wiatr pogania los zatacza łuk

Doskonale znika czas
Doskonale i nie ma nic
Jeszcze dalej idę sam
Jeszcze dalej trzeba iść, tak trzeba, tak trzeba
Doskonale znika czas
Doskonale i nie ma nic
Jeszcze dalej idę sam
Jeszcze dalej trzeba iść, tak trzeba, tak trzeba...


3. CHAOS KONTROLOWANY

Nie na pewno lecz wiem, tu gdzie kończy się noc
I nie zaczyna się nowy dzień, małe sprawy zyskują moc
Wymyśliłem ten stan, zawieszony wśród miejsc
Możesz być tu zupełnie sam
Możesz ufać w dowolny sens

Oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać
Jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam

Myśli są na kształt ryb, co mieszkają wśród fal
Wychylają stroskane łby, kiedy znikną zostaje żal
Ponad wszystko jest szept
I nie zdarza się wstyd
Brama w której przeczekasz deszcz
Błyskotliwa lub złota myśl

Oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać
Jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam

Niezliczona ilość najjaśniejszych barw
Ogromna siła i wszechświat gówno wart
Zapraszamy na chaos twoich spraw
Zapraszamy na drogi które znasz

Niezliczona ilość najjaśniejszych barw
Ogromna siła i wszechświat gówno wart
Zapraszamy na chaos twoich spraw
Zapraszamy

Słowa słowa, ciepłe rzeki mętnej wody
Słowa słowa, jeśli uwierzysz to się utopisz

Oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać
Jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam


4. PIERWSZE WYJŚCIE Z MROKU

Przed świtem obudziłem się by żyć
Wplątany w cudzą pościel, w cudze sny
Pomiędzy pożądaniem, a rozkoszą tkwi dolina nocy
Skazany na ponury miejski zgrzyt
Osnuty prześcieradłem brudnej mgły
Chcąc ukryć się przed sobą samym
Chlałem wódę w dusznym barze

Lecz przecież bóg dobrze wie
Dlaczego dławi mnie wstręt
Dlaczego strach nabiera mocy i zniewala rozum
Na pewno każdy choć raz
Utracił wiarę jak ja
Obym nie bliżej stał
Sennego dnia w królestwie mroku

Prorocy porzygali się i śpią
Poeci umierają w grobach strof
Anioły śmierdzą potem, żrą kiełbasę
Mają w dupie żywych
Zginęła w niepokoju wielkich miast
Osnuta huraganem durnych spraw
Maleńka tajemnica - bycia w ciszy
Lub po prostu bycia

Ginie nadzieja i moc
Rośnie apetyt na zło
Zwyciężą ci, co nienawiścią silni
Szydzą z innych
Nad miastem wyrósł jak krzyk
I zamknął drogę do gwiazd
Ogromny wstyd i strach przed ciszą
Eteryczną

Mimo że zgubiłem się
Mimo że zabrnąłem w mrok
Wymieszałem z błotem krew
Ocaleję mimo to
Trzeba uprzytomnić sobie że
Nawet kiedy wszystko straci sens
Znajdziesz przestrzeń gdzie
Wielka wiara tłumi lęk

I jeżeli tak ma być, że pomimo wszystko
Ja wydostanę się
To chyba warto
Wierzyć

Mimo że...


5. PASAŻER

A jeśli w imię boga zechcesz iść
Zostaw po drodze niepotrzebny krzyż
Miłości, nadziei naładuj w kieszenie i chleb
Potem idź gdzie chcesz
Aż najmniejsza z dróg
Dotknie twoich stóp
Wtedy stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr byś wykrzyczeć mógł

Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas

A kiedy rozdasz najcieplejszy szept
Gdy przewędrujesz każdy mały sens
Pomyślisz że tak, że wypełnił się czas
To ostatnia z dróg
Szuka twoich stóp
Teraz stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr byś wykrzyczeć mógł

Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam...


6. OCALENIE

Z dokładnością atomowej sekundy globalnej
Wyruszyliśmy ratować świat
Podejmując się niewykonalnej sprawy
Porzuciliśmy rodzinny kraj
Ponad miastem, ponad linią miast
Odurzeni okrucieństwem świateł
Przez kosmiczną katastrofę gwiazd
Wystrzeleni w tajemnice znaczeń

Przez granice niespokojnych krain
Płyną nowotwory szalonego gniewu
Giną słońca napęczniałe krzywdą
Oceany występują z brzegów
Miną wieki zanim wróci światło
Miną światy zanim wróci spokój
Kto ma uszy niechaj słucha bacznie
Że już nic nie zdoła pomóc

Dopóki co
Dopóki co
Tylko my
Posiadamy moc
Na pewno tak
Na pewno tak
Tylko my
Pokonamy strach

Z dokładnością atomowej sekundy globalnej
Wyruszyliśmy ratować świat
Podejmując się niewykonalnej sprawy
Porzuciliśmy rodzinny kraj
Ponad miastem, ponad linią miast
Odurzeni okrucieństwem świateł
Przez kosmiczną katastrofę gwiazd
Wystrzeleni w tajemnice znaczeń

Dopóki co
Dopóki co
Tylko my
Posiadamy moc
Na pewno tak
Na pewno tak
Tylko my
Pokonamy strach

Dopóki co
Dopóki co
Tylko my
Zwyciężymy zło
Na pewno tak
Na pewno tak
Tylko my
Ocalimy świat


7. SPADAM

Spadam
Powoli spadam
W korytarze świateł
W pomruki znaczeń
Spadam
Jakby nie było
Całego świata
Jak by nie było nawet mnie

Spadam
Pomiędzy zdania
W niedorzeczności
Bez wahania
Spadam
Chroni mnie wiara
Niech będzie chwała bogu
A w mojej duszy spokój

Spadam
Co się wyprawia?
Cały w spadaniu
Cały ze światła
Spadam
Jaka zabawa
Jaki tu spokój
Równowaga

Spadam
Nie czuję ciała
I tylko błagam
O łaskę trwania jeszcze
Spadam
Zostaniesz sama

A może to mój chory sen?
A może śmierć?
A może nie ma
Nie, nie ma
Może nie ma mnie?
Nie, nie, nie...
Sen?
A może śmierć?
A może nie ma...


8. CZAS GLOBALNEJ NIEPOGODY

Od zachodu biegną chmury pełne złej nowiny
W moim kraju ludzie mają oczy pełne łez
Bez przyczyny wpadam w gniew
Wszystko czego mogę chcieć to wyć jak pies
Jeszcze nigdy tak odległy nie był dla mnie bóg
Jeszcze nigdy tak ogromnie nie zabrakło sił
By wyrazić jaki ból, by opisać jaki podły czuję wstyd

Mam jeden cel, gdy przyjdzie dzień, wyzwolę gniew
To ja w tysiącu atomowych gwiazd
Do końca zachowałem twarz
Nad głową rozpoznacie znak
Globalnej niepogody

Moja stolica rośnie w mieście zwanym Babilon
Liczne wojska oblegały jej naftowy tron
Matkojebców czeka sąd, polityków czeka wstyd i strach i zgon
Moi koledzy siedzą w Anglii albo w USA
Tam przywabił ich bez trudu zarabiany szmal
Ziemia ojców ma tę moc która im po nocach nie da słodko spać

Mam jeden cel, gdy przyjdzie dzień, wyzwolę gniew
To ja w tysiącu atomowych gwiazd
Do końca zachowałem twarz
Nad głową rozpoznacie znak
Globalnej niepogody
Globalnej niepogody


9. NIE WIERZĘ SKURWYSYNOM

Obiecali nowy, lepszy świat
Używając pięknych, mądrych słów
Przedstawili idealny plan
Lecz nie każdy starał się jak mógł

Nasz mały
Chorobliwie duszny kraj
Brak wiary
Każdy bogiem sobie sam
Otoczyło mnie stado wściekłych psów
Coraz trudniej wstrzymać się od łez
Między nami strach, między nami brud
Nie do wiary jak łatwo zgubić sens

Nauczyłem się wydawać o tym wszystkim
Powściągliwe zdanie
Nauczyłem się wydawać o tym wszystkim
Chłodny sąd
Kto pomoże znaleźć nowy cel?
Co pozwoli przebić się przez mrok?

Nasz mały
Chorobliwie duszny kraj
Brak wiary
Każdy bogiem sobie sam

Nie wierzę skurwysynom
Nie wierzę skurwysynom
Nie wierzę skurwysynom
Nie wierzę skurwysynom
Nie wierzę skurwysynom...


10. 100 TYSIĘCY JEDNAKOWYCH MIAST

Przedostała się w parszywy czas
Przez ulice zakażone bezradnością dni
Przez korytarz betonowych spraw
Pewność że my
Mimo wszystkich nieprzespanych nocy
Mimo prawdy porzuconej na rozstajach dróg
Potrafimy w rzeczywisty sposób
Znaleźć się już
W domu będzie ogień
A do domu proste drogi
Wiodą słusznie moje stopy
Nie zabraknie mi sił
Czas poplątał kroki
Jest łagodny i beztroski
Ma zielone kocie oczy
Tak samo jak ty

Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach
Nie do wiary że tak bardzo płonę
Nie do wiary że rozumiem każdy znak

Zapomniałem że od kilku lat
Wszyscy giną jakby nigdy ich nie miało być
W stu tysiącach jednakowych miast
Giną jak psy
Dobre niebo kiedy wszyscy śpią
Pochlipuje modlitwami niestrudzonych ust
Tylko błagam nie załamuj rąk
Chroni nas bóg

Ja mógłbym tyle słów utoczyć
Krągłych i beztroskich
Ze słonego ciasta zmierzchów
Jeśli zechcesz je znać
Wzrok przekroczył linię
Horyzontu aby zginąć
A ty przy mnie śpisz i żyjesz
Nieodległa w snach

Nauczyłem się...

To ja, ten sam
Od tylu lat, sam
Bo ciebie mi brak
Ciebie mi brak
Bo ciebie mi brak
Ciebie mi brak
To ja, ten sam
Od tylu lat, sam
Czekam


11. ZBYSZEK

Zbyszek, Zbyszek - kolega z wojska
Zbyszek, Zbyszek - postać radosna
Zbyszek, Zbyszek - kolega z wojska
Zbyszek

Zbyszek, Zbyszek - kolega z wojska
Zbyszek, Zbyszek - postać radosna
Zbyszek, Zbyszek - kolega z wojska
Zbyszek - skoczył z wieżowca

Godzina ósma
Zbyszek staje na krawędzi
Zamyka oczy, wykrzywia usta...
Przechylił się na stronę śmierci, śmierci...


12. SKACZEMY (BONUS TRACK)

Ja nie rozumiem tak, w szarym tłumie
Kręcić się, kręcić, wykręcić się nie umieć
Zabieram dechę i jadę po trupie
Wasze problemy mam w dupie
O co ci chodzi ?
Że nie ma bajek ?
Że w życiu ciężko, że wszystko się nie udaje ?
Biorę dziewczynę i idę na techno
I co ty myślisz jest mi wszystko jedno

Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może być na luzie
Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może...
Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może być na luzie
Skaczemy do góry razem
Kto nie skacze daje plamę

Moje lenary nie to nie są czary
W moich lenarach jest po stokroć więcej wiary
Niż ty mógłbyś kiedykolwiek w sobie znaleźć
Bo ty się chowasz i poddajesz
Gdy ja mam problem to nie ja nie płaczę
Bo ja to widzę zupełnie inaczej
A ciebie gniotą cholerne sprawy
Człowieku olej to zacznij się bawić

Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może być na luzie
Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może, może...
Skaczemy do góry ludzie
Bo każdy może być na luzie
Skaczemy do góry razem
Kto nie skacze daje plamę

lyrics added by czeski21 - Modify this lyrics